Witaminy DLA KONI w leczeniu onkologicznym ludzi
28 października 2024
O końskich witaminach w terapii onkologicznej słyszę przynajmniej raz w miesiącu. Tak proszę Państwa - o witaminach DLA KONI - to nie pomyłka, ani literówka. Wiele osób pewnie się teraz uśmiechnie, ale ten temat wcale nie jest zabawny, a może być bardzo niebezpieczny w skutkach.
Zacznijmy od przebiegu typowej rozmowy na ten temat:
- Dlaczego dla koni, a nie takie dla ludzi? - pytam.
- Bo te dla koni mają wyższe dawki i przez to szybciej zadziałają, a ja nie mam czasu czekać - odpowiada pacjentka.
- No dobrze, ale czy poziom suplementowanej witaminy był wcześniej oznaczany we krwi, czy był zdiagnozowany niedobór i jaki?
- Tak, był badany i poziom poniżej normy, stąd suplementacja - odpowiada pewnym głosem pacjentka
- Rozumiem, dobrze, że był oznaczony, ale co dalej, kto zlecił kupienie tego konkretnego suplementu i od kiedy go Pani przyjmuje?
- Przyjmuję go od pół roku codziennie, znajoma z którą spotykamy się podczas chemioterapii mi poleciła
- A czy mówiła Pani o tym swojej lekarce lub lekarzowi prowadzącemu?
- Pytałam o suplementację, ale usłyszałam, że na razie mam się skupić na leczeniu i nic nie przyjmować.
I to ostatnie zdanie jest tutaj kluczowe. Chciałabym, aby mocno wybrzmiało, bo to ono jest powodem całej opisanej sytuacji z witaminami przeznaczonymi dla koni. Sytuacji niebezpiecznej, ponieważ wysokie dawki suplementu (a dla koni dawki są potężne, aby nie powiedzieć końskie) i jednocześnie przyjmowane bez kontroli (moja ostatnia pacjentka brała je pół roku) mogą być toksyczne, co w efekcie nie pomoże w leczeniu, ale znacznie je utrudni.
Świadoma osoba w trakcie leczenie chce sobie pomóc na wielu frontach. Co tam na wielu. Na wszystkich możliwych. Aktywność, dieta, sen, joga, oddech, CBD, ashwaganda, grzyby reishi, suplementy. Nie ma w tym nic złego, o ile jest to pomoc pod kontrolą specjalistów z danego obszaru, czyli dieta u dietetyków, aktywność u trenerów, sen u psychoterapeutów itd. Wiele osób po usłyszeniu diagnozy zaczyna interesować się tematami dotyczącymi swojego stanu zdrowia, możliwości leczenia i wsparcia w chorobie. Jeśli więc chcąc zweryfikować swoją zapewne na tym etapie płytką jeszcze wiedzę usłyszą, że mają skupić się tylko na jednym i „nic nie przyjmować", wielce prawdopodobne jest, że zaczną szukać pomocy u innych osób - niestety często przypadkowych, które swoimi doświadczeniami lub radami „trafią” we frapujący temat.
Niech wnioskiem będzie apel do specjalistów wszystkich specjalizacji: jeśli podczas często mocno wyśrubowanej czasowo wizyty nie starczy czasu na omówienie danego tematu lub zwyczajnie temat ten wybiega poza wąską specjalizację danej osoby nie odpowiadajmy „proszę się skupić na leczeniu i zapomnieć o…", tylko zaproponujmy konsultację u specjalisty związanego z tematem mocniej niż my, umówmy kolejną wizytę, zlećmy dodatkowe badanie, które uspokoi naszą pacjentkę lub pacjenta. Zastanówmy się, jak chcielibyśmy, aby inny specjalista potraktował w podobnej sytuacji naszą mamę, tatę, babcię… Jak bardzo chcielibyśmy, aby poświęcił jej chwilę dłużej na to, aby nie skończyła z opakowaniem tabletek dla koni.
Praktyka własna.
_____________________
Jeśli artykuł nie odpowiedział na wszystkie Twoje pytania i potrzebujesz indywidualnej porady z zakresu żywienia podczas terapii onkologicznej, bądź jesteś po zakończeniu leczenia i potrzebujesz indywidualnego wsparcia z zakresu żywienia profilaktycznego, umów się na wizytę. Pracuję zarówno z osobami zmagającymi się ze skutkami ubocznymi terapii onkologicznych jak i osobami zdrowymi, które w ramach profilaktyki chcą skupić się na odżywieniu organizmu, wzmocnieniu układu odpornościowego i wyeliminowaniu czynników mogących prowadzić do ponownego wystąpienia nowotworu.



